JOANNA

***

Tym razem zamiast na plażę udała się do parku niedaleko głównego deptaka. O tej porze był pusty. Poza nią był tam jeden facet. Żul albo nie żul. Kto go tam wie. Gdy usiadła na swojej ławce, on już siedział na swojej. I gapił się nieustannie przed siebie, w drzwi pobliskiego banku.

Zanim zatopiła się w pisaniu, ujrzała kątem oka papierek po cukierku: Lucretia mortis. Przetłumaczyła to sobie jako śmiertelną słodycz. Pewnie jakaś hipsterska marka duńska czy szwedzka, przywieziona w torebce przybysza ze świata, w którym nic już nie szokowało – nawet śmierć i cukierek. W każdym razie nie kojarzyła takiej nazwy wśród rodzimych producentów słodyczy. A może to była wróżba znaleziona w chińskim ciasteczku, którą ktoś uznał za niepomyślną i wyrzucił? Za plecami usłyszała piosenkę o samotności w wielkim mieście – śpiewaną przez chińską hipsterkę, która zrobiła niespodziewaną karierę na YouTubie.

Gdy kilka minut po północy wysyłała maila do Andrzeja – do gotowego tekstu dodała kilka słów od siebie. Z pozoru niewinnych, ale jednak niosących w sobie pewną obietnicę. Pomyślała, że jeśli jakiś uczestnik wyjazdu okaże się bardziej interesujący i wpływowy w świecie wydawców – łatwo obróci to w żart. Na końcu dodała PS: "Jak mniemam, Unia Europejska sponsoruje nasze piwo ;)".